W ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Europy Lech Poznań dzięki bramce Semira Stilicia wygrał z zespołem Red Bull Salzburg 1:0 (1:0), ale awansował z drugiej pozycji w tabeli. Manchester City zremisował z Juventusem i utrzymał się na pozycji lidera grupy A.
Piłkarze z Poznania obiecywali przed tym spotkaniem, że wygrają i słowa dotrzymali. Zagrali przede wszystkim ambitnie i do samego końca. Podopieczni Bakero mogli prowadzić w Salzburgu już od trzeciej minuty spotkania, ale Artjoms Rudnevs niedokładnie posłał piłkę na bramkę rywala. Można by powiedzieć, że co się odwlecze... I tak było po niespełna dwóch kwadransach gry. Zegar stadionowy wskazywał 28 minutę meczu, gdy dobrym rajdem popisał się aktywny w tym meczu Sławomir Peszko. Dobiegając pod pole karne rywala odegrał do Rudnevsa, ale ten nie opanował piłki na śliskiej od śniegu murawie. Co się nie udało Rudnevsowi chwilę później zadziałało po kolejnym podaniu Peszki, tym razem do Stilicia. Wbiegając uderzył piłkę bez przyjęcia i skierował ją pod poprzeczkę. Zawrzało w sektorze kibiców Lecha. Jak się później okazało, był to gol na wagę zwycięstwa "kolejorza" w ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Europy.
Choć do ostatniego gwizdka sędziego nie było to, aż tak jasne. Austriacy mieli swoje okazje, ale nie potrafili ich wykorzystać. Poza tym jedyną ich akcję zakończoną celnym strzałem na bramkę Krzysztofa Kotorowskiego sędzia uznał za strzał z pozycji spalonej i gola nie uznał.
Druga połowa spotkania, to był już zacięty pojedynek. Piłkarze Red Bulla za wszelką cenę chcieli doprowadzić do remisu. Posuwali się nawet do ostrych wejść i fauli, za które sędzia zasłużenie sięgał po żółty kartonik. Na szczęście obyło się bez poważnych kontuzji, choć w końcówce meczu na murawie legł Manuel Arboleda i wydawał się, że Lech będzie kończył mecz w "dziesiątkę". Jednak starający się o polskie obywatelstwo zawodnik z pomocą klubowego lekarza po chwili znów wbiegł na boisko. Do ostatniej minuty gospodarzom nie udało się przedrzeć przez szyki obronne Lecha. Nawet gdy po jednej z interwencji Kotorowskiego na siódmym metrze, bramka została pusta - piłka po strzale nie przekroczyła jednak linii bramkowej między słupkami.
Po meczu strzelec gola, Semir Stilić, żałował tylko jednego - "że nie udało nam się awansować z pierwszego miejsca. W przerwie poznaliśmy wynik z Turynu. Juventus prowadził i robiliśmy na boisku wszystko by utrzymać prowadzenie. Jednak po meczu przyszła informacja o remisie City z Juventusem. Trudno".
Krzysztof Żołądek
LE: Stilić dał Lechowi kolejne punkty, Salzburg, 16 grudnia 2010 r. - opinie
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!
Masz swoje zdanie?
Przedstaw je!
Dodawanie opinii jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników!
